poniedziałek, 28 maja 2007

Innowacje a system

Dzisiaj trochę o tym dlaczego w ogóle w dużych, dobrze zarządzanych systemach innowacja może być problemem. Temat jest bardzo szeroki. Zacznijmy jednak od początku, czyli od pojęcia systemantyki. To pseudo-nauka, której celem jest opisanie w jaki sposób działają (czy też raczej nie działają) duże systemy. Choć w swej istocie i źródłach jest nacechowana dużą dozą ironii czy wręcz krytykanctwa to po głębszym zastanowieniu z większością tez trudno się nie zgodzić. Pisało o tym wielu różnych autorów, w sieci najlepszy tekst opublikował Bart Stewart, dostępny jest tutaj (http://www.draftymanor.com/bart/systems2.htm).

Jako, że mowa będzie o systemach trzeba mieć system, który można będzie zanalizować. Proponuję, żeby każdy wybrał sobie dowolny znany mu system tworzenia/wspierania innowacji. Może to być system wewnątrz korporacji/firmy czy też którykolwiek z rządowych (lub szerzej: publicznych) systemów tego typu. Zobaczmy jak takie systemy innowacji mają się do dwóch wybranych zasad systemantyki. (moje wolne tłumaczenie poszczególny zasad - po oryginały zapraszam do linku powyżej).

I.7 Systemy zwiększając swoją złożoność mają tendencję do przeciwstawiania się celowi dla którego zostały stworzone

Wydaje się bez sensu? A jednak. Najprostszy i najbardziej trafiający do umysłu przykład: system Urzędów Pracy, którego celem powinno być wyeliminowanie bezrobocia. Co się jednak stanie z tym systemem jeżeli nie będzie już bezrobotnych? Czy w interesie systemu jest wypełnienie celu dla którego go stworzono?

Jak to się ma do innowacji? Jeżeli celem stworzenia systemu jest zwiększenie innowacyjności to tak naprawdę rzadko ten system działa dla tego właśnie celu. Cele prawdziwe systemu są zupełnie inne. Zwykle to wsparcie jest wyrażone jakąś metryką, na przykład ilością pomysłów wygenerowanych albo ilością firm, którym udzielono wsparcie. Spełnienie celów opisanych daną metryką jest tym z czego będą rozliczani zarządzający systemem. I teraz czy aby na pewno spełnienie tych celów jest najprostsze poprzez wsparcie innowacyjności? Doświadczenie uczy, że w dużej części przypadków nie. Najprościej dla systemu i dla spełnienia jego prawdziwych celów jest wybrać coś nieszczególnie innowacyjnego. Dlaczego? Bo innowacja to ryzyko a system nie chce ryzykować, tylko spełnić wymagane od niego cele. A w cele i metryki w znakomitej większości przypadków nie uwzględniają ryzyka. Najprostsza więc droga do spełnienia celów postawionych przed systemem wiedzie przez ominięcie ryzyka i innowacyjności!!! Czyli system zaczyna działać przeciw celowi do którego go powołano. Oczywiście nie jest tak we wszystkich przypadkach i są chwalebne wyjątki.

Jaki z tego wniosek: konstruując system, który ma wspomagać innowacyjność postawcie dobre cele. Dobre to znaczy takie, które spełniają kryteria innowacyjności, w tym szczególnie wspomagają podejmowanie działań wysoce ryzykownych. Z drugiej strony jeżeli przystępujecie czy też chcecie skorzystać z tego typu systemu dokładnie sprawdźcie jakie są rzeczywiste (a nie deklarowane) cele takiego systemu i przemyślcie czy z punktu widzenia systemu droga do osiągnięcia celów aby na pewno wiedzie przez działania innowacyjne.

II.2 Elementy systemu nie robią tego, co system twierdzi, że robi
Trochę zagmatwane, ale w skrócie chodzi o to, że żaden z elementów działających w systemie mającym w swoim celu innowacyjność nie zajmuje się innowacyjnością. Ludzie pracujący w takich systemach zajmują się wszystkim innym, tylko nie tworzeniem innowacji. Tworzą raporty, oceniają idee, robią konferencje itp. ale na pewno nie tworzą innowacji samych w sobie. Najlepiej to widać na przykładzie wszelkich publicznych systemów czynienia gospodarki bardziej innowacyjną. Ich rezultatami prawie zawsze są stosy publikacji, konferencje, wykłady, raporty, analizy. Czy widzieliście gdzieś listę innowacji, które faktycznie zostały stworzone za pieniądze z takich programów? Jak ta suma pieniędzy ma się do sumy przeznaczonej na raporty, publikacje i konferencje? Podobnie w firmach dobrze jest sprawdzić jaka jest tak naprawdę efektywność wszelkiego typu programów innowacyjności. Ja osobiście jeszcze nie widziałem takiego systemu, który w sposób przejrzysty zapewniałby takie dane.

Wniosek jest taki, że jeżeli już koniecznie mamy skonstruować system to trzeba bardzo uważać na to aby faktycznie robił on to co powinien. Osobiście jestem zwolennikiem czystago rozliczania po efektach. Czyli na przykład sprawdźmy ile kosztuje rocznie utrzymywanie tej części Urzędów Pracy, która ma znajdować bezrobotnym pracę, po czym podzielmy to przez ilość bezrobotnych, która dzięki tym urzędom pracę znalazła. Zobaczymy jaka jest efektywność. Ta miara pozwoli stwierdzić jaka część naszego systemu tak naprawdę zajmuje się produkcją celów sysemu a jaka część przeznaczana jest na "działania wspierające i koordynujące".

Więcej przemyśleń na podanej stronie. Zachęcam do krytycznego przeczytania i porównania ze znanymi Wam systemami, zwłaszcza pobudzającymi innowacyjność.

I tak na koniec. Sam osobiście słyszałem jak jeden z prezesów pewnej miliardowej korporacji powiedział, że na polu innowacyjności on nie boi się żadnej innej wielomiliardowej korporacji - prawdziwym zagrożeniem dla jego firmy jest dwóch zapalonych młodzieńców w garażu. I to niech będzie morał dysputy o tym jak się mają duże systemy do innowacji.

1 komentarz:

Marcin pisze...

Ciekawe przemyślenia, do tego wg mnie słuszne. W większości systemy wspierające innowacyjność są oparte o błędnie założone mierniki, np. ilościowe, a nie efektywnościowe. A innowacje powinny być oceniane właśnie po tym na ile pomagają zrobić coś "lepiej". Tylko tu pojawia się problem, bo efekty innowacji są widoczne dopiero "ex post". Jeśli chcemy je ocenić "ex ante" to musimy robić założenia, szacować, robić analizy, a to sprawia, że wracamy do tego co robi już teraz większość tych systemów wspierających innowacje. Np. przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych typu "w którą innowację zainwestować?" ocena "ex post" jest mało użyteczna, więc pozostają nam te analizy, raporty itp.