niedziela, 11 maja 2008

Kontrakty na projekty zwinne

Ostatnie kilka tygodni spędziłem bardzo pracowicie spotykając się z wieloma bardzo interesującymi ludźmi. Stąd dłuższy brak postów na blogu. Z drugiej strony spotkania te były niezwykle interesujące i dostarczyły bardzo ciekawych spostrzeżeń.

Przykład, który mnie najbardziej zadziwił to omawiany już tu kiedyś (tutaj) „problem” kontraktów na projekty zwinne. Generalnie podczas każdej prezentacji, szkolenia czy nawet rozmowy na temat zwinnych metod zarządzania projektami prędzej czy później któryś z obecnych kierowników projektów podnosi „problem” kontraktów. Najczęściej przybiera to formę pytania „a co ja mam powiedzieć mojemu klientowi jak on zapyta ile będzie kosztował cały system”. Zwykle w takich przypadkach tłumaczę, że kontrakty na projekty realizowane zwinnie powinny być płacone inkrementalnie za wykonaną pracę, tak jak jest dostarczana funkcjonalność. Odpowiedź kierowników jest zwykle jedna: „moi klienci się na to nigdy nie zgodzą, oni chcą wiedzieć ile będzie kosztowała całość”. Dyskusja trwa długo.

Otóż tak się składa, że rozmawiałem ostatnio z kilkoma osobami, na co dzień kupującymi oprogramowanie, w tym oprogramowanie tworzone na zamówienie. Jako, że metody zwinne moim konikiem są, prędzej czy później schodziło na tą tematykę. Z wielkim zdziwieniem stwierdzałem, że idea zwinnego rozwoju oprogramowania, w tym płacenia inkrementalnego... bardzo im się (wszystkim) podobała. Jako, że byli to ludzie odpowiedzialni za pieniądze natychmiast (wszyscy) reagowali tak samo: to jest idealny sposób ograniczania ryzyka. Jeden z nich wprost od razu zapytał gdzie może znaleźć firmę, która zgodzi się na rozwój oprogramowania w taki właśnie sposób: płacenia za krótkie, ściśle zdefiniowane iteracje. Czy przeszkadza im to, że nie wiedzą ile będzie kosztowała całość? W zasadzie nie. Ewentualne kontrowersje natychmiast znikały gdy dowiadywali się, że będą mogli zmieniać definicję „całości” w dowolnym momencie, ze skutkiem z końcem kolejnej iteracji. To jest racjonalne, bo przecież zwykle oprogramowanie kupuje się nie po to, aby było „całością”, tylko po to, aby realizowało potrzeby biznesowe. Co ciekawe ludzie, którzy zlecają tworzenie oprogramowania rewelacyjnie to rozumieją. Dla nich rachunek jest prosty: kwota jaką zapłaciłem za oprogramowanie musi być (zdecydowanie) mniejsza niż korzyść wyrażona finansowo, którą ono (szybko) wygeneruje. Dlatego możliwość dynamicznego dostosowywania się do zmieniających się potrzeb i w ten sposób możliwość szybszego generowania większej korzyści jest bardzo, ale to bardzo dużą realną wartością. Więc ja się pytam o jakim „problemie” kontraktów na projekty zwinne mówią kierownicy projektów? Zadanie domowe dla nich: przy następnej rozmowie z klientem zapytajcie się czy nie zgodziliby się na kontrakt oparty o metody zwinne zarządzania projektami.

Na koniec jedna uwaga: klienci z którymi rozmawiałem są osobami wydającymi pieniądze, że które ponoszą pełną odpowiedzialność (w części są to ich własne pieniądze). Podkreślam to, bo w korporacjach, gdzie wydaje się pieniądze „budżetowe” sprawa może wyglądać zdecydowanie inaczej.

Brak komentarzy: