wtorek, 21 października 2008

Zarządzanie innowacją - skąd się biorą pomysły?

Dzisiaj krótko, ale na temat bardzo interesujący. Wszyscy wokoło chcą teraz nagle zarządzać innowacjami. I fajnie. Niech się gospodarka rozwija nie tylko w oparciu o doskonałość operacyjną, ale także o nowe rozwiązania. Problem jaki widzę jest taki, że podejście do innowacji nawet w poważnych firmach jest dość mało poważne. Najlepiej widać to na przykładzie procesu zbierania pomysłów na nowe innowacje. Zwykle sprowadza się to do powołania jakiegoś "oficera innowacji", którego zadaniem jest zbieranie pomysłów od pracowników. Ta sama osoba odpowiedzialna jest za zorganizowanie mniej lub bardziej formalnej oceny przysyłanych pomysłów oraz późniejsze wdrażanie w życie tych, które ocenę przeszły pozytywnie. Czy to działa? Tak, i nawet są jakieś efekty - zwykle w postaci dziesiątek, jeżeli nie setek pomysłów od pracowników, które nigdy nie zostały wdrożone.

Przedstawione podejście, poza oczywistą taką zaletą, że działa, ma jeszcze dwie poważne wady. Po pierwsze nie ukierunkowuje pracowników na szukanie rozwiązań konkretnych problemów. Zgłaszane pomysły zwykle proponują usprawnianie wszystkiego po kolei zamiast tych rzeczy, które najbardziej bolą i uniemożliwiają rozwój. A takich rzeczy jest relatywnie mało. Według Teorii Ograniczeń zresztą tylko jedno. Ukierunkowanie całej kreatywności pracowników w jedno tylko miejsce będzie miało zdecydowanie lepszy rezultat niż zbieranie, czy jeszcze gorzej realizowanie, pomysłów na ślepo. Wyzwanie jakie tu się kryje to konieczność przeprowadzenia wnikliwej analizy przedsiębiorstwa przed wytyczeniem tematyki, w której miałyby nastąpić innowacje. A to jest trudne. Dużo trudniejsze od wyznaczenia "oficera innowacji".

Druga wada jest z zupełnie innego poziomu. Otóż chodzi w skrócie o to, że zbieranie pomysłów jest dużo bardziej efektywne nie na zasadzie "pomysły luzem", ale na zasadzie reakcji na konkretne wydarzenia. Na przykład takim wydarzeniem jest... nieoczekiwany sukces. Jeżeli organizacja odniosła sukces, który nie był spodziewany to należy się jak najszybciej zainteresować powodami, dla których ten sukces został osiągnięty. Ostatnio leci taka reklama z pralkami: firma sprzedaje dużo pralek w Indiach i pracownik jedzie na miejsce zobaczyć dlaczego, okazuje się, że Hindusi w tych pralkach mieszają soki. Teraz można oczywiście obśmiać Hindusów, jacy oni głupi, ale można też lekko zmienić projekt urządzenia i wprowadzić mieszarkę do soków. A następnie zarobić krocie. Cała sztuka polega na tym, żeby to było odpowiednio zapisane w procesach firmy. tak, aby tego rodzaju innowacje nie stanowiły szczęśliwego trafu, ale były efektem skodyfikowanego, powtarzalnego procesu.

Brak komentarzy: